W 2006 roku Tomáš Holetz na swoim blogu, w artykule "Nie umiemy kręcić dobrych filmów" pisał tak: Ostatnia słowacka komedia to "Pacho Hybský zbojník". Nakręcili ją w 1975 roku i od wtedy w naszych kinach nie było słowackiego filmu, podczas oglądania którego ludzie zwijaliby się ze śmiechu [1]. Minęło 10 lat i mimo że na Słowacji kręci się znacznie więcej (i lepszych) filmów niż w 2006 roku, to w repertuarze królują dramaty społeczne, a jeśli już pojawi się jakaś komedia, to zdecydowanie trudno zaśmiewać się przy niej do rozpuku. "Vojtech", w reżyserii Viktora Csudai, to chyba pierwsza słowacka pozycja z tego gatunku, przy której śmiałam się w głos.
